Wspierajmy fretki w potrzebie.

Jeżeli znalazłeś bezdomną fretkę, potrąconą przez samochód, byłeś świadkiem wypadku lub innego zdarzenia losowego z udziałem zwierząt nie zwlekaj - udziel pomocy.
Zwierzęta też cierpią. Skontaktuj się z wolontariuszami Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek, Strażą Miejską, policją, najbliższym gabinetem weterynaryjnym lub wejdź na stronę Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek tu uzyskasz pomoc.
Na zamieszczonej mapce znajdziesz kontakty do naszych wolontariuszy.

Aukcje charytatywne na rzecz Stowarzyszenia zobacz i kup. Dochód jest przeznaczony na cele statutowe.

poniedziałek

Magna na DT u Milo

DT to Dom Tymczasowy. Miejsce do którego trafiają porzucone fretki. Miejsce, gdzie otacza się je opieką, leczy i "wyprowadza na ludzi".
Wczoraj przyjechała do nas fretka. Młoda, bezimienna. Niechciana. Ponieważ nasze frety są całkowicie bezklatkowe a fretka nowa, nieznana musi być odizolowana ze względów zdrowotnych dostałam wielką klatę. Zajmuje sporą część pokoju. Zagospodarowałam ją w hamaczki domowej roboty i kuwetkę.

Magna - jak nazwałam fretkę jest sympatyczna. Bardzo chętna do zabawy. Biegania za wędką, za kulkami. Zaczepia kota. Na razie nie wiem jak jest nastawiona do fretek. W środę będzie badana, odrobaczana, odświerzbiana i dopiero wtedy zobaczymy interakcję. MAGNA jest słodka, śliczna...

Na moje niedoświadczone oko jest bardzo młoda, ma ponad rok ale niewiele ponad.
Przeszła trochę w życiu. po parokrotnym zmienianiu domu trafiła w końcu do SPF aby pomieszkać z nami. Zatem mam więcej fretek niż dzieci i męża to bawi. Magna jest ciut jaśniejsza od standarda.

Jest duża jaka na dziewczynę taki typ smukłej nastolatki. Ma słodki pyszczek, zgrabne ciałko, ciemny ogonek. Magna jest bardzo żywiołowa, wskakuje samodzielnie na fotel, zwija w kłębek i zasypia. Nie lubi (lub boi się) naszego kota.

Teraz sprawy techniczne: załatwia się do kuwety. Je krojoną wołowinę, z suchego dostaje Fernando zmieszane z Ferret Nature i Boschem (taką mieszaninę dostają nasze frety). Wodę pije zarówno z poidełka jak i z miseczki.
Po wizycie kontrolnej zaplanowanej na środę będę mogła napisać coś więcej o jej wieku, stanie zdrowia itp.

Magna czeka na dobry, kochający i stały dom. Wystarczająco już się tułała. Zasługuje na dobrych ludzi, którzy dadzą jej przestrzeń w domu, miłość, zabiorą ją na wakacje, pokażą piasek nad morzem i mchy w górach. Jest tego warta. To mądra fretka. Jest trochę nieokrzesana ale to sprawa wieku.

Fretka czeka na adopcję pod patronatem Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek. Z nowym właścicielem zostanie spisana umowa adopcyjna.
Kontakt: aksta72@wp.pl

wtorek

Wakacje

W połowie czerwca obchodziliśmy dzień recyklingu. Żyłam w przeświadczeniu, że „kupa do niczego się nie nadaje” to znaczy można ją spuścić z wodą w klozecie. Byłam pewna, że nie można jej w żaden sposób użyć powtórnie. Poszperałam w necie i wyłonił mi się zupełnie nowy, nieznany świat recyklingu kupy. Wydawało mi się że akcja Psie sprawy Warszawy to propaganda a tu się okazuje że ma to sens. Duży sens. Nie będę się rozpisywała o technologii utylizacji jedynie wspomnę, że odchody zwierzęce mogą i powinny podlegać recyklingowi.
Odchody są źródłem energii -> poprzez wydzielanie gazów i ich spalanie są źródłem energii
Odchody są źródłem wielu substancji niezbędnych dla prawidłowego rozwoju roślin -> po kompostowaniu stanowią wartościowy nawóz.
Recykling w warunkach domowych:
Kompostowanie
Utylizacja do kanalizacji.

Ponieważ miałam powiedzieć parę słów o naszej czyli SPF-owej działalności przeprowadziłam mini ankietę pytając właścicieli fretek co robią z rzeczoną kupą i okazało się, że jako grupa społeczna jesteśmy bardzo świadomi, wyedukowani i postępujemy bardzo prawidłowo. 27% utylizuje wraz ze żwirkiem do śmieci organicznych, 24% - bez żwirku - do miejskiej kanalizacji. Brawo Fretkomaniacy. Psiarze powinni brać z nas przykład.

Milo od wczoraj dostaje kolejną serię Nivalinu. Łącznie 10 zastrzyków. Niesamowicie macha nogami, unosi pupę, stroszy ogonek! Robi taką słodką choinkę. Spiera się z Kizią. Idą bąki. Ale wtedy zapomina i niestrawności i przebiera czterema nogami. Gonią się po całym przedpokoju.
Kończy nam się malcik. Zamówiłam u Dharmy tubki na wakacje. Niestety/stety Kiziulec został nauczony jedzenia malcika o 4 nad ranem i dopomina się. Upał za oknem wygonił freciaki z balkonu. Nawet Tyciek unika słońca. Mądrzejsze są fretki od ludzi wiedzą, ze upał nie dla człowieka.

A swoją drogą to czas przypomnieć sobie o wodzie, że musi być non-stop i to zimna i świeża. Szczególnie w czasie jazdy samochodem musimy pamiętać, że fretki odwadniają się błyskawicznie i muszą mieć wodę do picia. Ideałem jest klima.
Na spacerki wychodzimy wieczorkiem.

Kiziulec kupsa pod drzewkiem, kopie nory, wyciera się o trawę a potem, tradycyjnie, kic na rączki i do domu.
W lipcu czeka nas odrobaczanie, Frontline i szczepienie Milo p/nosówce. W sierpniu góry. Będzie to bodziec dla Milo do uruchamiania nóg. Mam nadzieję, ze nie pamięta, że to właśnie w górach miała wypadek. Mam nadzieję, że nie będzie kojarzyła mieszkania z nieszczęściem.

poniedziałek

Wiosenny przegląd futra

Czwartek po świętach upłynął nam pod znakiem przeglądu futra. Do Ogonka pojechaliśmy na 15.30. Ja, dzieci, kot i fretki x 2. Wizyta trwała prawie 3 godziny. Na pierwszy ogień poszła Kizia, jako najgrzeczniejsza ze stada. Pobrano jej krew, zbadano, zaglądając w otwory. Przy pobieraniu krwi stawiała się jak zwykle wiec trzeba było posiłkować się dodatkowymi rączkami do trzymania.
Dostała porcję Lucrinu (0,02).
Jak na prawie 4 lata wygląda świetnie, tryska humorem i wigorem. Niestety ciut szwankuje wątroba więc powracamy do Essentiale Forte. Zęby ok, uszy czyste, futerko super.

Drugi był Tyciek, pokazał się początkowo z dobrej strony jako stateczny 17-to latek. Pomruczał, dał się wygłaskać i wydrapać. Kiedy pani wet chciała zajrzeć w głąb paszczy pokazał koci pazur. Ślad mam do dzisiaj! Paro centymetrowa szrama na ręku. Do pobrania krwi potrzebowałam jeszcze dodatkowej pomocy. Skończył się skokiem na podłogę, upapraną podłogą i rękoma i kocią obrazą majestatu.
Niestety, z racji wieku, wysiadają mu nerki. Będzie musiał dostawać teraz kroplówki z lekiem na nery aby go trochę odtruć. U Tyćka futro i uszy ok. Przydałoby się usunąć kamień na zębach ale przy jego stanie nerek i wątroby sedacja nie wchodzi w grę.

Ostatnia była Milo. To jest dopiero siekiera. Tak gryzła, tak się wierciła i wściekała, że trudno było ją utrzymać. Wbiła zębiska w Mysiny palec aż mi się dziecko popłakało. Ale udało się pobrać krew. Tu też wracamy do Essentiale forte. Zęby, uszy i futro super. Milo dostała na 14 dni Nivalin w zastrzykach i zaszczepiliśmy ją p/ wściekliźnie.
Wyniki dostałam faxem w piątek. W środę jedziemy na wizytę do ortopedy porozmawiać o dalszej rehabilitacji po wypadku.

sobota

Sezon fretkowy otwarty!

Właściciel Fretki tak, jak właściciel motocykla pewnego dnia wychodzi po raz pierwszy na wiosenny spacer. Kilka minut temu rozpoczęła się astronomiczna wiosna anno domini 2010. Kizia zainaugurowała dzisiaj sezon spacerowy.
Koło południa wybraliśmy się na rodzinne lody na Starówce a potem wyszłam z Kizią "przewietrzyć futerko". Nic ciekawego nie ma w spacerach z fretkami, ot po prostu pan lub pani + fretka + szeleczki + trochę dworu i spacer gotowy. Ale nasz dzisiejszy spacer był inny. Nie chodzi o to, że pierwszy tego roku ale chodzi o towarzystwo jakie miałyśmy. Były to sroki i gawrony.
Wyszłyśmy na dwór ok 14. Pogoda wymarzona do pochodzenia po trawniku bo na razie trawy brak. Błota już nie ma a kupy posprzątane. Zostały jedynie dwie wielkie hałdy śniegu ale nie cieknie z nich. Tak więc ja + Kizia poszłyśmy na dwór. Postawiłam Kiziulca na ziemi a ta od razu wędruje pod drzewo i zaczyna się wspinać po pniu. Nie wyszło jej to za bardzo więc postanowiła się wspiąć na mnie. Wzięłam Kizie z nóg, postawiłam na ziemi i, jak przystało na właściciela fretki, chodziłam za nią.
Nagle rozpętała się ptasia awantura. Nad nami zaczeły latać gawrony i sroki wydzierając się ile sił w gardłach. Stoczy jazgot jest trudny do zniesienia a tu dwie sroki i jeden gawron. Wrzask koszmarny. Odeszłyśmy od drzewa w stronę następnego a to ptactwo za nami. Siadły na gałęziach nad nami i darły się. Zabrałam więc Kizię dalej a te znów za nami. W końcu wyszłam z fretką z placu zabaw i poszłam na inny trawnik. A te za nami. Siadły na kasztanowcu i jak nie zaczną się drzeć i przelatywać co chwilę tuż nad moją głową... uznałam, że mamy dość. Wzięłam Kizie na rękę i poszłam w stronę domu. Sroki i gawron za nami.
A Kizia? Ona olała ptasią awanturą. Wąchała ziemię, wąchała krzaki, ścieg i kamyki. Pięknie potrafi chodzić na smyczy. Biegnie za mną lub idzie tuż za nogą. Jak się zatrzymam to wspina się po nogawce w górę i całuje policzki.
Po powrocie pojadła dobrego i śpi.

niedziela

Przeminęło z wiatrem

Miała być rujka a jakoś jej nie ma. Przeminęło z wiatrem. Smrodek wywietrzał, Kolorek zbladł. Bąki wywietrzały. Milutka ma 10 1/2 miesiąca. Można powiedzieć dorosła kobietka. Zachowuje się jak "pryszczata nastolatka" ma fochy, dąsa się, grymasi przy jedzeniu, rozlewa wodę. Ale jak zobaczy Mysię to pełznie do niej, doprasza się kolan, miziania i całusów. Dzisiaj w nocy znów dziewczyny spały razem. Materac na podłodze, kołderka, podusie i freciak na brzuchu Myśki. Całą noc tak spały.


Awantura o transporter

Niestety nadal się nie pogodziły. Kłócą się o byle co. Teraz trwa wojna o węże. Kupiłam dwa gumowe węże-zabawki. Fretki chowają je do swoich kryjówek. Raz jedna gna przez całe mieszkanie z wężem w zębach i ukrywa pod łóżkiem a raz druga spod łóżka wlecze zdobycz do kuchni pod pojemnik na wodę.

sobota

Siusiu.

Milo wczoraj sama się wysiusiała. Lazła po podłodze aż zaczęła machać nogami zrobiła kupkę i siusiu.
Tester moczu się sprawdza. Dzisiaj badałam siuśki. Mamy ciut większy ciężar właściwy i ślad krwi. Wprowadzam jej znów Urosept a jeśli on nie pomoże to Furagin. Cały czas mam nadzieję że te niewielkie problemiki to jest jedynie skutek częściowego zalegania moczu w pęcherzu. USG wykazało, że nerki są wporzo...
Z utęsknieniem czekamy na wiosnę. Tym razem nie na pąki na drzewach i nie na przebieranki ale na suchą ziemię i odbijającą trawę aby móc zacząć wychodzić z Milo. Cały czas siedzi mi w środku takie przekonanie, że te spacery ją usprawnią. Jak poczuje zapach trawy, zapach ziemi to będzie chciała sprawdzać co jest dalej, będzie chciała ruszać się i uruchomi nogi. Wiem, że może je usprawnić, czucie wraca, mięśnie nie zanikają, pilnujemy wagi. Potrafi nogi podciągnąć, potrafi drapnąć w ucho ale nadal ślizga się po mieszkaniu jak foka. Tempo ma imponujące. Zasuwa aż miło patrzeć ale niestety dwunożnie. Nadal jest "prawdopodobnie jedyną fretką sikającą do klozetu" jej samodzielne sikanie nas cieszy ale nie możemy doprowadzać do zbyt długiego zastoju.
Dorobiliśmy się nowej praleczki. Stoi od wczoraj. Jest większa nie rzęzi ani nie harcze tak jak poprzednia. Ma poza tym program nocny i możemy prać w nocy.

Wczoraj zmarł Książę Harry [*]
Zapalamy Tobie futrzasty przyjacielu światełko do nieba.
Biegnij przez Tęczowy Most ku zielonym dolinom.

Mam jeszcze jedną sprawę. Mam znajoma Dharmę. Dziewczyna mieszka w Warszawie, jest z FAA i ma DT dla fretek. Ma teraz od 4 miesięcy również kotkę do adopcji. Kicia jest bardzo sympatyczna, kuwetowa, wszystkożerna, wychowana (przeszła rodzaj resocjalizacji) lubi psy, fretki i dzieci chociaż tych ostatnich trochę się boi jak ganiają i wrzeszczą. Słowem ideał. Kicia szuka domu. Dharma na alergie na kocią sierść i męczy się. Szuka dobrego nowego domu oraz ludzi kochających zwierzaki bo kicia jest po przejściach
Jeśli ktoś jest zainteresowany to proszę o kontakt na mail: aksta72@wp.pl.

piątek

Przytulaśna Kizia

Nasza Pani Doktor od Ogonków przepowiedziała nam początek rujki u Milo. Mija tydzień i nic się więcej nie dzieje. Nawet smrodek zelżał> jedno co mnie bardzo bawi ro ciemne pasemka nowego futerka u Milutkiej na brzuchu. To takie dwie linie biegnące do środka w stronę pupki.
Karnawał już za nami. Przy jakiejś okazji Myśka zrobiła przeróbkę zdjęcia Milutkiej. Pasuje to do jej charakteru.

Milo poguguje, tradycyjnie kłóci się z Kizią. Spi u dzieci w pokoju na szmateczkach a Kizia u nas w sypialni w dolnej szufladzie szafy. Sama sobie wybrała to miejsce i zdecydowanie jej odpowiada. Niekiedy sypia w szufladzie pod łóżkiem. ostatecznie też zrezygnowała z szafy w jadalni, nawet tam nie zagląda. Tendencja do chomikowania zabawek jest jedynie preferuje piłeczki które jej w większej ilości zabezpieczamy. No i jest bardzo przytulaśna. To znaczy przytulaśna kiedy ma ochotę ale kiedy ją już ma to jest bardzo przytulaśna. Sama wskakuje na kolana lub wdrapuje się po spodniach. Je z apetytem ostatnio więcej mięska i mniej suchego. Fernando jej zasmakowało. Wołowinka idzie ze wspólnej miski z Tyćkiem.Kiedy dzieci są w szkole Kizia lubi spać i synka w łóżku.

Milutka dwa dni temu dała nam pokaz możliwości Tylnych Nóżek. Kopała, podciągała, bawiła sie tak jak Rupercik. Wiosłowała tylnymi nóżkami aż łzy nam się pojawiły. Z nowości to mamy domowy tester moczu i możemy teraz robić na miejscu badania co tydzień a w sytuacji wątpliwej jechać do laboratorium. Żwirek z testem jest pomocny ale nie ma osobnych markerów. Mam zatem możliwość sprawdzać za każdym razem kiedy coś mnie niepokoi a dopiero potem zawracać głowę w Ogonku.

środa

Nie jest dobrze

A wręcz całkiem źle. Dzisiaj Milo wysiusiała się w kolorze dobrze wygotowanego barszczyku z buraczków. Wróciłam ze szkoły około 13, wysiusiałam dziewczynę. Potem pojechałam z koleżanką za przedferyjne zakupy. Wróciłam i ok godziny 17 ponownie wysiusiałam Milutką. To, co z niej wyleciało przeraziło mnie. Błyskiem telefon do Ogonka do przemiłego Pana Kuby i jazda na Bemowo. Tam i Pan Kuba oniemiał jak "barszczyk" zobaczył. Siuśki poszły do laboratorium a Milutka została przebadana. Niby zachowanie ok. Jadła, pogodna a jednak... siuśko - tragedia.
Pan Kuba zbadał, dał zastrzyki, poinstruował co przez najbliższe 24 godziny robimy i wysłał na USG do dr M.

Jednak duże miasto to zupełnie inny świat. O 20.05 wyszłam z Ogonka, przejechałam na drugi kraniec Warsiawki i po pół godzinie Milo miała robione USG. Wynik całkiem dobry. W zasadzie nic złego poza stanem zapalnym nie ma. Dobre i to. Wiem, że nie ma kamieni, że pęcherz cały. Teraz zastrzyki co 4 godziny i jutro a w zasadzie już dzisiaj kolejna wizyta.

Tym sposobem nasz wyjazd w góry stanął pod bardzo dużym znakiem zapytania. Mynia boi się

czwartek

Koniec roku nie może być nudny

Kizia w akcji.

Wszystko działo się w czwartek, 31 grudnia o godzinie 3:40 nad ranem.

wtorek

Kiziu to białe i zimne to jest śnieg


Dzisiaj pierwszy raz odważyłam się wyjść z Kizią na spacer. Jest już na tyle ufna i przyzwyczajona do nas, że uznaliśmy i najwyższa pora zaryzykować. Obawy nasze związane były z jej tułaczką po Powązkach. Zwierzęta, które poczują wolność chcą do niej wracać...
Kizia ma na sobie czerwone szelki, Myśka MaltSofta w kieszeni i aparat fotograficzny ja ciepłą kurtkę aby Kiziulca rozgrzać. Upewniłam się, że psów na podwórku nie ma i czapki na głowach. Idziemy. Kizia myk na śnieg, nosek w puch i wielkie zdziwienie w oczętach.
- Aj, zimne!
- Aj, mokre!
- Kiziu nie bój się to białe i zimne to śnieg. Pobiegała minutę po śniegu myk wdrapała się po spodniach na rączki i siup pod kurtkę. Tyle jej widzieli. Wystawiała tylko nosek. Wracając postawiłam ją jeszcze raz na śniegu, pobiegała chwilkę i myk pod kurtkę. Dostałam buziaki w policzek i szyję. Od powrotu śpi.
..............................................................................................................

Idąc na spacer muszę uważać na psy (w zasadzie na właścicieli psów) ale również bardzo uważać na szkło i, co zauważyłam dzisiaj na trawniku, na potłuczone bąbki.

sobota

Święta, święta i po.....

Sadełka przybyło.

Choinka stoi. Tylko Św. Józef stracił dzisiaj głowę kiedy Kizia postanowiła zdemolować szopkę. Sianko rozwleczone po całym pokoju, miska w kącie a Święta Rodzina bez głowy rodziny.
Kizia u Myśki na raczkach


Milo robi postępy, zaczęła sama siusiać!!! Dzisiaj dwa lub trzy razy sama siusiała. Były niepodważalne dowody na podłodze.

Dostałam maila od Harpii. Napisała mi wiele cennych uwag na temat dalszego leczenia. Spróbuje po raz trzeci z Nivalinem. Będę też podawała Milutkiej urosept tak profilaktycznie. Dziękuję!

Teraz wszyscy śpią Nocne Marki dyskutują o grypie, ja pracuję. Kizia w szafie, Milo na kocyku z Marysią, Tyciek w łóżku (gdzieżby indziej?), mąż w wannie.

Milo śpi kolejną noc z Myśką na podłodze

wtorek

Jak kuna jajka


Na tym filmiku widać szaleństwa Kizi. Uwielbia zabawy piłkami szczególnie lubi tenisowe. Zanosi je wszystkie do pokoju dzieci pod łóżko. To bardzo wesoła fretka. jest też niezwykle mądra. Bardzo dużo rozumie z tego co się do niej mówi.

Dla Dharmy

(...)

Nocne fretek przytulanie

Tak to spały freciaki.


Niestety idylla ta nie trwała zbyt długo. Po obudzeniu zaczęły się wyganiać z łóżka.

piątek

Fotki Fretki - Kizia

Na tym zdjęciu widać jak Milo (z prawej) różni się od zdrowej fretki. Widać zarastające plecki Kizi.

MaltSofcik potrafi przemieniać...

Kizia jest piękną fretką.

Nie ostro. Ale kto ma fretkę w domu, ten wie, że trudno jest zrobić ostre zdjęcie nieśpiącej fretce.

Połowa listopada. Rośnie futerko. To znak, ze leczenie jest skuteczne.

Widać jaka była łysa pupka. Tu już zarasta ogonek który był całkowicie pozbawiony włosów.

Początki.

Tak wyglądał tył Kizi pod koniec października. Ogon, pupa. kark i brzuch były całkowicie łyse.

Kupiliśmy w Ikea rurę ochraniająca kable. Okazała się ona wspaniałą zabawką dla fretek.
Na tym filmie jest Milo. To dowód jak, prawie całkowicie sparaliżowane, zwierzę może cieszyć się życiem, bawić, rozrabiać i być szczęśliwe. Nie traktujemy Milo jak kaleki. ma swoje prawa ale i zakazy.

Fotki Fretki - Milo

Pyszczulec kochany.

Rehabilitacja to również spacery.

To pluszaczek od Taty.

Milo miała prawie całe ciałko sparaliżowane. Ruszała głowa i prawa łapką.

Druga doba po wypadku.

Ostatni spacer na własnych czterech nogach.

To zdjęcie jest na planerze.

Ach te harce.

Pierwsze dni u nas. Nawet koszyk był wielki.

Milutka kiedy miała 8 tygodni.

czwartek

Rehabilitacyjne postępy

No nie mogę się powstrzymać. Muszę to napisać. Moi znajomi wiedzą też, że mi odbiło i kocham te moje freciaki jak głupia...
Ale muszę to napisać bo mnie rozsadza od środka.
Wycałowałam tego mojego futrzaka tak, że mnie w nos ugryzła. No, pomyślała sobie, baba chyba na haju jakimś albo nawąchała się MaltSofta w dużej ilości, słowem Milo uznała, że zupełnie nie wie o co mi chodzi i w nos oberwałam.
Ale wracam do początku. Milo zrobiła ogromne, co tam ogromne, wręcz OGROMNE postępy w rehabilitacji. Dzisiaj podciągnęła obie nogi pod siebie i leciuteńko się na nich podniosła. Wyraźnie było widać ciut mniej rozpłaszczone brzuszysko. Zrobiła to siedząc przy misce i jedząc!!!
Od pewnego czasu podciąga nogi przy odsikiwaniu, robi budki z pazurków i zaczepia tylne łapki o moją rękę. Wyraźnie czuję napięte mięśnie.
Poza tym interesuje się nogami. Myje je, liże pupkę, wiska futerko.
A na koniec jeszcze jedna sensacja XIX wieku od dwóch dni Milo i Kizia "bawią się razem"na razie (nie chcę zapeszyć) ta zabawa nie jest przepełnioną czułością ale Milo nie rzuca się na Kizię kiedy obie siedzą w torebce lub są pod dywanikiem. Gugają okropnie, bąki nawet idą ale bez zębów. Mam nadzieję, że nie jest to jedynie prezent dla wariatki-pańci na gwiazdkę ale że tak już będzie...

Kizia Paluszanka



Na początku roku akademickiego rozpoczęliśmy kolejny etap rehabilitacji Milo. Ważne było aby fretka miała motywację do ruszania się. Taką motywacją byłaby druga fretka. Logiczne było, że nie kupimy malucha lecz adoptujemy freciszona z FAA (Fretkowa Akcja Adopcyjna) lub z schroniska. W połowie października dowiedziałam się, że w jednym ze schronisk jest fretka. Chora, łysa, wystraszona. Bardzo potrzebująca pomocy. Natychmiast po zakończeniu okresu kwarantanny Freteczka została adoptowana. Natychmiast trafiła do Pani Mileny gdzie rozpoczęliśmy leczenie. Kizia Paluszanka ma chore nadnercza. Na szczęście jest pod czułą opieką i wszystkie związane z tym problemy ustępują. Łysy ogonek, pupa, plecy i brzuch zarosły nowym futerkiem.

Większym problemem jest strach Kizi. Boi się mężczyzn i dzieci. Wzięta na ręce sztywnieje i dostaje drgawek. Możemy tylko domyślać się dlaczego tak się zachowuje. Nie znamy jej przeszłości. Trafiła do nas w wieku ok. 3 i 1/2 roku. Co przeszła wcześniej to jej bolesna tajemnica. Potrafi jednak troche opowiedzieć o sobie. Tuli sie do mnie, liże w ręce, wskakuje na kolana i wtula w ubranie. Jest niezwykle porządna. 100% kuwetowa i do tego pedantka. Wszystkie zabawki dzieci znosi do pudełek pod ich łóżkiem, Zbiera gumki, ołówki, laleczki, piłki...
Nie wiem tylko dlaczego ludzie ją wyrzucili??? Bo Kizia nie zginęła. Gdyby tak było - ktoś by ją szukał.
Robimy postępy. Poznajemy siebie. Kizia to wspaniała fretka. Teraz przed nami wytłumaczenie zazdrosnej Milutkiej, że mimo pojawienia się drugiej freteczki jest nadal naszą ukochaną Milutką.

środa

Historia Milo



Zdjęcia mówią więcej niż najzgrabniejszy tekst. To jest Milo. Ma teraz prawie 8 miesięcy od trzeciego miesiąca życia jest sparaliżowana. Gdyby była człowiekiem poruszałaby się wyłącznie na wózku inwalidzkim.


Nasza córka dostała Milo po komunii było to jej wymarzone zwierzątko.


Ja.


To zdjęcie zrobił znajomy w Warszawie w czasie Międzynarodowego dnia bez futra, ma ono tytuł "Żywy szaliczek"

Milutka czyli Panna Migotka pojawiła się u nas pod koniec czerwca.
Nie nacieszyliśmy się zdrowym zwierzęciem....


Był czwartek 30 lipca 2009, wróciliśmy z plaży nad Zalewem Czorsztyńskim. Ja, moje dzieci, koleżanka, jej przyjaciel, córka i mama. Mieszkaliśmy w Niedzicy w Pieninach. Dzień był gorący. Słońce prażyło. Aż szkoda było wracać na obiad.

Koleżanka z całą rodziną poszła na obiadek a ja zaczęłam przygotowywać dzieciom jedzenie. Mysi się dłużyło więc zaproponowała, że weźmie Milo na ręce i pójdzie na ganek na powietrze. Milo była od rana bardzo osowiała, nie zjadła mięska, nie brykała jak to ona potrafi. Słowem była jakaś taka dziwna. Ale przecież zwierze musi się zaaklimatyzować do nowego miejsca więc to pewnie przejściowe.

Tak więc ja zostałam przy naleśnikach, Stasiek z nosem w komputerze a Marysia wyjęła Milo z pojemnika i wyszła......

Po chwili, dosłownie po 2,3 minutach wbiega zrozpaczona, zaryczana córka wrzeszcząc że Milo umiera i leci jej krew. Ponieważ ja w życiu wiele widziałam i jestem w takich sytuacjach bardzo opanowana posadziłam dziecko na podłodze i wzięłam zwierzątko na ręce. Milo była nieprzytomna, leciała jej krew z nosa i z pyszczka. Zwierze odłożyłam do pojemnika i zaczęłam uspokajać córkę. Po paru minutach mogłam zająć się fretką. Milo oddychała płytko i bardzo szybko. Była nieprzytomna. Krew już nie leciała ale pojawiły się drgawki. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Może coś zjadła? Może się zatruła? Może...

Koleżanka, która miała kiedyś fretkę powiedziała ze to jest udar słoneczny ponieważ jest dzisiaj bardzo gorąco a fretki nie znoszą ciepła. Poradziła zimny, mokry okład na całego zwierzaka i czekanie. Tak też zrobiłam. Po pewnym czasie Milo dostała znów drgawek. Mnie coś nie pasowało. Wydawało mi się ze to chyba nie udar. Ponieważ poprzedniego dnia Milo wlazła nam pod wannę obawiałam się że mogła zjeść trutkę na szczury która paraliżuje.

Zaczęłam jeszcze wieczorem i w nocy w czwartek obdzwaniać przychodnie weterynaryjne w Małopolsce. Nie jest łatwo znaleźć lekarza który zna sie na łasicowatych. Z kotem, lub z psem byłoby łatwiej

Postawiłam na nogi kilkanaście lecznic, Stowarzyszenie Hodowców w Krakowie, męża i znajomych. Udało mi się uzyskać adres w Nowym Sączu gdzie od razu w piątek rano pognaliśmy. Do lecznicy było ponad 60 km w jedną stronę. Jechałam z świadomością, ze mogę przywieźć martwą Milo. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Obawiałam się najgorszego. Dzieci pojechały ze mną.

W Nowym Sączu powitała nas młoda lekarka i lekarz dyżurny. Wysłuchali całej mojej opowieści i zaczęli badania. Szukali śladów trucizny. Zdobili badania krwii i moczu niczego nie znajdując. w końcu ok południa zdecydowali o RTG.Wynik był bardzo szybko. My byliśmy wtedy z powrotem z Niedzicy. Zdecydowałam, że tak będzie lepiej ze względu na dzieci. Wczesnym popołudniem zadzwonił lekarz z informacją, ze mam wsiadać w samochód i przyjeżdżać do nich. Niczego nie chciał mi powiedzieć przez telefon. Jechałam płacząc. Byłam pewna, że jadę po to aby podpisać zgodę na uśpienie. Na miejscu dowiedziałam się prawdy o stanie Milo.

Nasza fretka ma zmiażdżony kręgosłup.
Ktoś w nosy przytrzasnął ją drzwiami.
Ma złamany 6 i zmiażdżony 7 krąg piersiowy.

Nie mogłam uwierzyć.

To niemożliwe!!!

Przecież wiedziałabym!!!

Ktoś by mi powiedział!!!

Nikt nie powiedział. Lekarz mówił, że jest to typowy przypadek. Wiele fretek tak ginie.

Ja stałam i nie wiedziałam co on do mnie mówi. Przecież na spałam z dziećmi, znajomi wstawali w nocy parę razy do toalety. Ale przecież jak coś by się stało to by mi powiedzieli....

Wracałam z Milo, z serią zastrzyków i z wielką pustką. DLACZEGO?

Czekają nas teraz naświetlania lub laser. Milo zmieniła nasz świat. Mamy chore zwierzę, które czołga się na przednich łapach, ma problemy z oddawaniem moczu i wymaga wymasowywania aby nie doszło do chorób pęcherza i nerek. Ma stały ucisk na rdzeń i bóle fantomowe.

Milo ma dopiero osiem miesięcy.

A my od końca lipca żyjemy z żalem do ludzi, którym ufaliśmy. Z żalem, że przez głupotę lub strach człowieka cierpi zwierzę. Żal do nas samych że nie zareagowaliśmy wcześniej. Przecież tego dnia Milo była jakaś inna, osowiała, nie chciała się bawić, nie jadła. Gdybym więcej czasu tego ranka jej poświęciła to może teraz Milo by chodziła. Żyć będziemy z tą świadomością.