Wspierajmy fretki w potrzebie.

Jeżeli znalazłeś bezdomną fretkę, potrąconą przez samochód, byłeś świadkiem wypadku lub innego zdarzenia losowego z udziałem zwierząt nie zwlekaj - udziel pomocy.
Zwierzęta też cierpią. Skontaktuj się z wolontariuszami Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek, Strażą Miejską, policją, najbliższym gabinetem weterynaryjnym lub wejdź na stronę Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek tu uzyskasz pomoc.
Na zamieszczonej mapce znajdziesz kontakty do naszych wolontariuszy.

Aukcje charytatywne na rzecz Stowarzyszenia zobacz i kup. Dochód jest przeznaczony na cele statutowe.

piątek


Pamięci tych wszystkich, którzy odeszli w tym roku. Naszych bliskich, naszych przyjaciół i "naszych braci mniejszych".

Z fretkoforum

Gdy do fretkodomu przychodzą goście to:
1. szybko zamykają drzwi wejściowe
2. w zimie buty zanoszą do wanny (sól)
3. pytają "Gdzie Milo?"
4. w zależności od odpowiedzi siadają na krześle normalnie lub po turecku (jak Milo nie śpi to po turecku)
5. jak chcą iść do toalety to pytają jak punkt 3.
6. część rozmowy dotyczy fretek
7. jak jest gościnnie fretka na DT to koniecznie chcą ją zobaczyć
8. zawsze stwierdzają że fretka na DT mniej gryzie niż Milo

Gdy do fretkodomu przychodzi listonosz:
1. dzwoni z dołu domofonem mówiąc, że to on i żeby fretkę zamknąć
2. jak staje przed drzwiami to pyta czy fretka zamknięta
3. wychodząc cieszy się, że ma buty całe

czwartek

Fretka "Fretka" nazwana Pestką

"Fretka"

Fretka o imieniu Fretka. Około dwuletnia. Piękna, raczej drobnej budowy Panienka.

Zdrowa (jestem przed badaniami), kuwetkowa (na razie), niesterylizowana (na moje oko). Niezwykle sympatyczna, miła i serdeczna. Nakolankowa Pannica, uwielbia siedzieć na ramieniu. Lubi być na rękach, noszenie, głaskanie i tulenie się. Ślicznie jechała z nami samochodem w transporterku. Je jak trzeba.

Fretka nazwana przeze mnie Pestka jest do adopcji pod patronatem SPF. Obowiązuje standardowa procedura. O wyborze domu nie decyduje kolejność. Umowa będzie podpisana po rozmowach i po wizycie przedadopcyjnej. Nowy opiekun będzie zobowiązany do wniesienia opłaty za chip (35 zł) oraz do przeprowadzenia szczepień (nosówka + wścieklizna) oraz do sterylizacji.

WAŻNE"Fretka" była wychowana bez klatki więc adopcja jest możliwa wyłącznie do domu gdzie będzie miała zagwarantowaną pełną swobodę!!!

Fretka to zwierzę towarzyszące (na równi z psem i kotem) i winna mieć zagwarantowane odpowiednie warunki do szczęśliwego życia w rodzinie.


Na temat Fretki piszę tu: O FRETCE_PESTCE

W sprawie adopcji kontakt: aksta72@wp.pl

Pestka ma już nowy, wspaniały dom.

środa

Dobry start w Nowy Rok

Wesprzyj nas w naszej działalności.
Każda złotówka jest cenna.
Konto bankowe Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek
50 2130 0004 2001 0489 5207 0001

Kup "fretkowy kubek-cegiełkę" lub "fretkootwierzacz do piwa"

Nasza siedziba: ul. Bolesława Chrobrego 51/5, 80-423 Gdańsk
e-mail: zarzad@fretek.orgAdres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

sobota

Aukcje charytatywne dla bezdomnych fretek

Stowarzyszenie Przyjaciół Fretek zajmuje się przede wszystkim pomocą fretkom w potrzebie. Tym niechcianym, porzuconym, chorym. Fretki bardzo przywiązują się do ludzi i rozstanie jest dla nich traumą. Pomagamy im znaleźć nowe domy i nowych ludzi chcących zaopiekować się nimi. Jeśli chcesz dać dom naszym podopiecznym wejdź tutaj .
Bywają niestety sytuacje, kiedy fretka wymaga bardzo specjalistycznej opieki, często cała dobę. Podawania leków, nawadniania, karmienia sondą... Takiemu zwierzakowi trudno znaleźć opiekuna. Pozostają wtedy pod naszą opieką do czasu odzyskania zdrowia.

Wszyscy jesteśmy wolontariuszami. Stowarzyszenie utrzymuje się ze składek członkowskich, dotacji, dobrowolnych darowizn oraz wpływów z aukcji charytatywnych organizowanych m.in. w serwisie Allegro.pl

Zachęcam do odwiedzania naszej strony aukcyjnej

Każda złotówka idzie na pomoc zwierzętom. Przedmioty wystawiane pochodzą od Darczyńców. Sprzedajemy również nasze "firmowe gadżety"

Część aukcji prowadzonych jest dla konkretnych fretek. Zbieramy wtedy środki np. na operację.
Zapraszam i w imieniu naszych podopiecznych bardzo dziękuję.

Frania ma nowy dom w Cieszynie.

Z wielką radością odebrałam wiadomość, że jest nowy dom dla Frani. Panienka pojechała do Cieszyna. Adoptowana przez Panią, która ma już swoje dwie fretki. Frania będzie mieszkała z jej mamą. Ma idealne warunki, wolność, miłość oraz człowieka dla siebie.
Gratuluję i dziękuję.

czwartek

Frania srebrna słodycz

Frania. Franciszka. Na DT od 8.12.2010.
Samiczka urodzona wiosną 2009.


Srebrna. Drobna. Bardzo wesoła wręcz beztroska freteczka :) . Oddana na DT z powodu wyjazdu za granice właścicielki. Frania gotowa do adopcji prawie od zaraz. Mamy zaplanowaną wizytę u weta (Frania będzie zbadana i zachipowanaoraz będzie miała wykonane USG ponieważ nie mam danych dotyczących sterylizacji).
Franciszka była karmiona krokiecikami i saszetkami firmy Whiskas. U nas dostaje wołowinę (na razie w bardzo niewielkiej ilości i pod kontrolą) oraz je suche fretkowe (nasza mieszanka to: Fernando, Versele Laga Nature Ferret, Complete, RC dla kotów wybrednych). Pije z miseczki. odrobaczona profilaktycznie (Verminth) w DT. Klatkowa :cry: . 100% kuwetowa :clapi: .
Jesteśmy na etapie poznawania siebie. Frania bardzo się wszystkiego boi (najmniej Tyćka) fuka i syczy na wszystko. Boi się fretek ale nasze o dziwi nie gonią jej. Rozpoczynamy ubezklatkawianie Frani co iść będzie z trudem bo Panienka jest bardzo ciekawska, energiczna i wszędobylska.
Frania jest bardzo zadbana i wypielęgnowana. Przyjacielsko nastawiona do ludzi i niezwykle łagodna. Ma pękną buzię.
Adopcja pod patronatem SPF po badaniach lekarskich i zaczipowaniu.


Nowy właściciel bedzie zobowiązany do: wniesienia opłaty za chip w wysokości 35 PLN na konto SPF; zaszczepienia Frani (nosówka i wścieklizna) oraz przeprowadzeniu sterylizacji (jeżeli badanie USG potwierdzi obecność macicy).

O wyborze Domu Stałego nie decyduje kolejność zgłoszeń. Decyzję podejmuje Stowarzyszenie po przeprowadzeniu rozmów z kandydatami i wizyty przedadopcyjnej w domu.
Kontakt aksta72@wp.pl

środa

Demonek vel Ciapulek u Sheny w Łodzi

Nasz pocieszny adpociak - Demonek. Chodząca słodycz i rozbrajająca nieporadność od piątku jest w Łodzi.
Bardzo się cieszę i gratuluję decyzji.


Dzisiaj przyjeżdża nowa freteczka adopcyjna - Frania na DT.

niedziela

Demonek na DT u Milo

Od piątku jest u nas na DT wspaniały samczyk freci.
Ma na imię Demonek ale my nazywamy go Paputkiem.
Ma mniej niż rok. Umaszczenie cynamonkowe. Zdrowy, duży i niesamowicie spragniony zabaw, tulenia i zajmowania się nim. Bardzo się stara być miły i grzeczny. Naśladuje nasze dziewczyny. Stara się siusiać jak one, grzecznie je z miseczki. Biega za mną. Wspina się na nogi i doprasza zajmowania. Jest niesamowicie dobry, łagodny. W poprzednim domu nie mieszkał w klatce wiec dobrze wie jak się zachowywać. Czeka na adopcję do ludzi opanowanych i mających dużo czasu bo Demonek potrzebuje aby się nim zajmowano. Akceptuje koty, fretki i..... dzieci.

Adopcja pod patronatem Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek. Pytania i kontakt: aksta72@wp.pl
Z nowym właścicielem zostanie spisana umowa adopcyjna a także właściciel będzie zobowiązany do szczepień, przeprowadzenia zabiegu sterylizacji i wniesienia na konto SPF opłaty za zaczipowanie.

wtorek

DZIEŃ BEZ FUTRA. NIE BĄDŹ MORDERCĄ!!!



„Futro – luksus za cenę śmierci"

W dniu 28 listopada 2010r. przy ul. Chmielnej 7 w Warszawie o godz. 11:00 – 16:00 odbędzie się happening z okazji Międzynarodowego Dnia Bez Futra. Miejsce manifestacji nie jest przypadkowe - na ulicy Chmielnej znajduje się, szereg eleganckich sklepów futrzarskich oraz zakład kuśnierski.

Członkowie SPF oraz miłośnicy fretek będą zbierali podpisy pod petycją w sprawie zakazu chowu i hodowli oraz uśmiercania zwierząt z przeznaczeniem na futro i wyroby futrzarskie, która zostanie przedłożona m. in. w Ministerstwie Środowiska. Zostanie także zorganizowany pokaz żywych zwierząt futerkowych, takich jak tchórzofretki.

Głównym celem akcji jest uświadomienie i uwrażliwienie społeczeństwa na ból i cierpienie, jakie zadaje się zwierzętom, aby wyprodukować ubranie z futra naturalnego, a także uświadomienie, jakie zagrożenia dla środowiska naturalnego niosą za sobą fermy zwierząt futerkowych. Obrońcy zwierząt przypominają, iż produkcja jednego futra pozbawia życia około 80 fretek, a noszenie naturalnych futer w XXI wieku nie jest już wyznacznikiem zasobności portfela.

Organizatorzy manifestacji, Stowarzyszenie Przyjaciół Fretek (SPF), dążą m.in. w ten sposób do zdelegalizowania hodowli i zabijania zwierząt dla na futra w Polsce

Futrzana moda.

Światowi projektanci i dyktatorzy mody, coraz częściej wykorzystują imitacje futer naturalnych do swoich kolekcji udowadniając, że wysokiej klasy produkty nie odbiegają atrakcyjnością od futer naturalnych. Futra naturalne nie są już też jedynym materiałem skutecznie chroniącym przed zimnem, mają za to bardziej negatywny wpływ na środowisko niż nowoczesne sztuczne futra z polimerów.

Na potrzeby produkcji futer zabijanych jest około miliona zwierząt rocznie.


Wyprodukowanie jednego futra z fretek oznacza śmierć około 80 szt. zwierząt. Fretki uśmiercane są zastrzykiem z denaturatu w serce lub zagazowywane; inne zwierzęta takie jak lisy czy jenoty zabijane są prądem poprzez włożenie w odbyt pałki i założenie klemy na pyszczek.

"Polska jest znaczącym w świecie producentem futer. (…) Co roku w naszym kraju ubija się około 600 tys. norek, 250 tys. lisów i 20 tys. szynszyli" mówi Prof. Marian Brzozowski, z Zakładu Hodowli Zwierząt Futerkowych SGGW w Warszawie.

Futro – produkt naturalny?

Klienci, kupujący naturalne futra często nie zdają sobie sprawy z faktu, iż zanim surowa skóra stanie się futrem, zostaje poddana procesowi czyszczenia i garbowania, w celu uzyskania jak najbardziej puszystego efektu, a często farbowana w zależności od potrzeb nabywców i panującej mody. Ilość chemikaliów użytych w tych procesach sprawia, że naturalne futro nie jest już tak bardzo „naturalne”.

BIAŁA NIEDZIELA W LECZNICY „ANIMA”

Warszawa ul. Podleśna 57


Lek. wet. Anna Jałonicka – Rzepka specjalista w leczeniu fretek i lek. wet. Iwona Wójcik specjalista w leczeniu królików i świnek morskich oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Fretek zapraszają wszystkich wraz ze swoimi pupilami na wizytę lekarską w ramach akcji

„Biała niedziela”

14 listopada 2010 r. od godziny 13:30 do ostatniego pacjenta.

Koszt wizyty mniejszy o 50%*

Część środków zasili konto Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek.

*nie dotyczy leków oraz zabiegów chirurgicznych

środa

Nie-Frecia codzienność

Będzie to wpis wyjątkowo nie o fretkach. Mam naturalnie świadomość, że mało kto wie o blogu ale postanowiłam zamieścić taki jeden wpis. Prawdopodobnie usunę go za jakiś czas. Kiedy mi przejdzie. I będzie po staremu - o Milo i o Kizi.

Ci z dużych miast mają lepiej. Ci bogaci mają lepiej. Ci zdrowi też mają lepiej. A przede wszystkim ci, co nie mają zmartwień mają lepiej. Jestem z dużego miasta - wiec pierwszy punkt jest do zaakceptowania. Ale nie mam pieniędzy na to co ponad podstawowe potrzeby. Zdrowa i owszem jestem ale ostatnio ręka wysiada i kubki tłukę z powodu przepukliny oponowej. Zmartwienia zawsze jakieś się znajdą a to z samochodu cieknie (co ma nie cieknąć, ma 10 lat to cieknie), a to kolejną książkę do szkoły trzeba kupić, a to leki, witaminy zamówić.....
A praca?
Praca jest dookoła. Bezrobotni są dookoła. Tylko jakoś jedno z drugim spotkać się nie może. Bo czyż za niecałe półtora tysiąca można wyżyć w 4 osoby? A gdzie opłaty, gdzie podatki, odzie raty i inne spłaty? I jeszcze do tego fretki.
Fretka jest wymagająca. Potrzebuje specjalnej karmy suchej. Syf koci jej szkodzi (zresztą syf koci kotom też bardzo szkodzi). Potrzebuje surowego mięsa. Potrzebuje leczenia za które zawsze się słono płaci. Tyciek jest już stary, ma nawyki, wady, problemy.

***
Mam taki zaprzyjaźniony sklep mięsny. Mają w nim świetne mięso i pycha wędliny. Dostawy są we wtorki i czwartki. Chodzę tam po mięso dla fretek. Dla nich wołowinę a dla nas? Dla nas szyjki indycze na rosół, kaszankę i pasztetową.
Jadę z Milo do lekarza na wizytę i za parę minut jestem lżejsza o 50, 100 zł.
Czytasz to człowieku i zapewne pukasz się w głowę. Idiotka! Durna baba, żali się obcym ludziom a sama sobie winna!

A pewnie! Sama sobie jestem winna! Ale się nie żalę! Mam co chciałam. Byłam świadoma na co się porywam (no poza wypadkiem Milo, którego niezaplanowałam chociaż zaplanowałam wakacje ze znajomymi którym zawdzięczam jej niesprawność).
Mam ile mam. Uczciwie pracuję. Uczę dzieci jak być dobrym człowiekiem, nie stwarzam problemów. Jestem trochę jak dziura w powietrzu staram się być nieobecna by nie przeszkadzać i, jak trzeba przestać być dziurą aby pomóc.
Ludzie dzięki temu wszystkiemu widzą mnie jako dobrego człowieka. Który świadom obowiązków i ograniczeń stara się dać coś z siebie. Nie jest egoistą zagrabiającym co się dla jedynie dla siebie ale starającym się dać od siebie.
Mam też marzenia aby było lepiej, czyściej, jaśniej, piękniej. Mam marzenia aby ludzie byli mniej podli, mniej zachłanni, mniej źli. Aby potrafili zza długich rzęs zobaczyć Świat.

***
W ostatnią niedzielę byłam na mszy po tygodniowej nieobecności. Usłyszałam od księdza, że zmęczenie, niechęć, ludzkie lenistwo to nie są usprawiedliwienia. Człowiek powinien być idealny na wzór Boga. Usłyszałam powątpiewanie w moje poczucie dobrego uczynku. Bo na mszy nie byłam. Pierwszy raz w życiu dowiedziałam się, że nie ważne co się robi ale najważniejsze by być w kościele. A jak się nie przyjdzie po ciężkim dniu, po pracy po pomaganiu komuś to się grzeszy. Jest się złym człowiekiem. Bo dobry człowiek myśli przede wszystkim o Bogu. Ma dążyć do ideału.
A jeśli ideałem nie jest? A jeśli nie chce być? To czym jest?
- Złym człowiekiem. - taką usłyszałam odpowiedz

Jestem więc zła. Dla wielu jestem zła. Zła - bo mam zwierzęta. Zła - bo je kocham. Zła - bo mam nowoczesne podejście do seksu, antykoncepcji i in-vitro. Zła - bo uczciwa, bo oka przymknąć nie chciał, bo ma odwagę wytknąć czyjeś błędy. Zła - bo zła, bo zamiast rano do kościoła poszłam na SyMfonię Serc. Poszłam bo chciałam dać chociaż odrobinę siebie innym, bardziej potrzebującym niż ja. I nie byłam tam sama. Byli moi znajomi, który też chcą i dają coś z siebie. I Oni są wspaniali.

I tak sobie myślę ilu ludzi uciekło od Kościoła z bo zrobiono z nich złych.

Na szczęście mam P. Mam dzieci. Mam zwierzaki. Warto dla nich być takim jakim się jest. Nawet jeśli się jest "złym". Oni widzą we mnie trochę "dobrego" a to tak uszczęśliwia, że żyć się chce!!!

sobota

Ika na DT u Milo

O północy przyjechała do nas fretka. Ma na imię Ika. Urodziła się w lecie 2004 roku. Jest ładna, proporcjonalnie zbudowana. Ma bardzo jasny, prawie biały pyszczek i dość szorstkie futerko. Dwukrotnie zmieniała dom. Jest spokojna, łagodna. Ciekawa nowych przestrzeni ale nie gania jak szalona po mieszkaniu. Śpi w hamaczku. Jest wysterylizowana.
Ika czeka na dobry, kochający i stały dom. Potrzebuje spokoju, cierpliwości, potrzebuje dobrych ludzi, którzy dadzą jej przestrzeń w domu i czas. Jest tego warta. To mądra i spokojna fretka.




Fretka czeka na adopcję pod patronatem Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek. Z nowym właścicielem zostanie spisana umowa adopcyjna.
Kontakt: aksta72@wp.pl

Wakacje z Fretkami

Część pierwsza
"Droga Do"

Magnusię szczęśliwie dostarczyłam do Warszawiaka. Piękna Połowa Warszawiaka nie wypuściła mnie bez pycha kawusi po której miałam nieprzespaną nockę. Następnego dnia o trzeciej rano pobudka, leki dla dzieci, frety w transporterki i wyjazd. O czwartej byłam w Jankach. Przed dziesiątą w Krakowie.
Do Niedzicy mamy 440 km. Jeździmy E7 a potem Zakopianką do Nowego Targu a następnie na Nowy Sącz drogą 969 i na przejście graniczne. Jazda zajmuje mi średnio ok 7 godzin. No właśnie. Zajmuje. Do Krakowa jechało nam się wspaniale. Poniedziałek rano, pusto na drogach. Nawet tirów nie było. Pogoda kiepska do jazdy bo ciepło ale co tam ważne, że szybko i bezproblemowo.
Koszmar zaczął się przed Mogilianami na Zakopiance. Na rozjeździe na Zakopane i Wieliczkę. Jest tam takie miejsce, gdzie spotyka się cześć pasów. A wiadomo polski kierowca jest najlepszy więc musi być pierwszy i nikogo nie puści. Szczególnie kierowca w nowym pięknym autku. Postaliśmy sobie trochę. Zawsze tam stoimy więc nie zrobiło to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia.
A powinno.
Potem było już tylko gorzej. Temperatura 31 st. Chłodzenie na maxa (klimy nie mamy) do tego w lodówce zapas wołowiny bo w Pieninach wołowinkę trzeba zamawiać. Jest za droga. Mijamy Pcim. (Moja ciocia nie jest z Pcimia.) Jedziemy dalej. Wolno ale jedziemy. Do Rabki.
Cholera mnie wzięła.
Korek.
Myślę wypadek.
A gdzie tam. Nasi błyskotliwi drogowcy światła zamontowali na zjeździe do Rabki. Godzina stania. Gorąco, pod górkę.
Frety mają dość. Mysi gorąco. Staśko nudzi się. Stoimy. W końcu trochę się ruszyło. Mijamy Rabkę.
Kuźwa nikt nie skręca wszyscy jadą prosto. Po co te światła. Chyba jedynie aby się więcej umęczyć. Ciągniemy się dalej na południe. Pociągnęliśmy się trochę i stoimy. Mija kwadrans, mija drugi. Cholera na pewno wypadek. Nic nie jedzie z naprzeciwka.
Upał. 33 stopnie. Ja mam dość.
Ooooo jedzie ktoś na przeciw nam. Macham do niego, zatrzymuje się.
- Co się stało? - pytam
- Wypadek w Klikuszowej. Dwa tiry zmiażdżone. Odpowiadają kierowcy.
Do Klikuszowej mamy 5 kilometrów. Dodatkowo jest przewężenie bo most w remoncie.
Stoimy.
Mija kolejna godzina.
Nagle. Pyk. Zgasł mi silnik.
Pyk, pyk. Nie zapala. Koniec świata.
Mysza przerażona, ja się popłakałam. Mam dość! Dzwonię do męża. Sprawdzamy wspólnie wskaźniki. Nic mi nie przychodzi do głowy. Płyny w normie, temperatura też. Podejrzewam akumulator. Miał dość chłodzenia, wiania, dmuchania. Wystawiam trójkąt.
Mysza źle się czuje więc wystawiam Myszę na pobocze, daję leki i wodę. Dzwonię pod 112 z prośbą o podanie namiarów na pomoc drogową. Dzwonię po pomoc. Ale pomoc jedzie z Nowego Targu więc zanim dojedzie do mnie musi poczekać na rozładowanie korka. Koniec Świata.
Frety trzeba nakarmić i napoić (mają wprawdzie wodę na bieżąco w poidełkach ale często zapominają o piciu i dopajam je kapiąc wodę na pyszczek lub moczę wołowinę w wodzie i daję taką mokra) , dać jeść i pić dzieciom. Odsiusiać Milo. Mija trzecia godzina.
Coś zaczyna się dziać. Jadą samochody z naprzeciwka i przede mną zaczyna się coś posuwać. My stoimy. Samochód padł. Kolejne auta mnie omijają. Po chwili zatrzymuje się jeden potem drugi kierowca.
- Co się stało? Przegrzał się? - pyta pierwszy pan z Częstochowy.
- Popchnąć? Ma Pani wąsy? Ma Pani wodę dla dzieci? - pyta kierowca tira.
W trzy osoby pchamy renóweczkę pod górę. Próbujemy odpalić na dwójce "na pych". Pierwsza próba nieudana, druga nieudana. W końcu mamy sporo miejsca. Rozbujaliśmy samochód. Dwójka, zapłon. Jedzie!!!! Zapalił!!!!
Dzwonię do pana z pomocy. On stoi w korku przed Klikuszową. Mówię co się stało. Żegnamy się a ja mu bardzo dziękuję. Jedziemy.
Na razie bez chłodzenia, bez świateł, ładuję ile się da akumulator. Mijamy miejsce wypadku. Dwa zmasakrowane tiry. Są ofiary [*].
Dojeżdżamy do Nowego Targu. Skręt na 969, Harklowa, Frydman.
Jesteśmy na miejscu.
440 km w 11 godzin. To mój rekord.
Podjęłam wakacyjne postanowienie: więcej nie jadę Zakopianką.

W Niedzicy jesteśmy już piąty raz. Trzy razy mieszkaliśmy na zamku Dunajec a od ubiegłego roku w Celnicy. Celnica do modrzewiowy dom z początku XX wieku wybudowany jako siedziba celników. Przeniesiony pod górę Tabor w związku z budową zapory i zalania wielkiego obszaru przez wody jeziora Czorsztyńskiego. Teraz w celnicy są pokoje gościnne SHS ([url]http://www.shs.pl[/url]).
Mamy dla siebie dwa pokoje i kuchnię abym mogła gotować dietetycznie dla dzieci (Mysza i Stachu są całkowicie bezmleczni - i wymagają domowego jedzenia i suplementacji wapnia).
Jak weszłam do celnicy to padłam na łóżko i nic mi się nie chciało robić. Zaległam i niemyślałam.
- Mamo idziemy popływać? - pyta Mysza.
- Co?
Jak to, 11 godzin w samochodzie, gorąco, duszno. Dzieciaki powinny być zmęczone.
O nie. Oni nie są zmęczeni. To znaczy są, kiedy chcą.
Zjedliśmy. Frety zdążyły katy poodwiedzać. Kizia poszła spać.
Idziemy na plażę.
Z Milo.


Część druga
"Tam"


W Pieninach byliśmy ponad trzy tygodnie. Ja, dwoje dzieci i dwie fretki. Na trzy dni dojechał Tygrysek 1973. Jak zwykle zabrałam laptopa aby mieć kontakt ze światem oraz z pracą. Ale co tam. Po tak ekscytującej drodze "Do" nie może być tak banalnie.
Okazało się na miejscu, że w Niedzicy nie ma zasięgu Play-internet. Do tej pory miałam orange. Zmieniłam operatora wiosną. Rozpostarła się przede mną wizja odcięcia od Świata na 23 dni. Super. Zadzwoniłam do pracy z informacją, ze jedyny kontakt ze mną to telefon. Zadzwoniłam do Iki (dziękuję Tobie za pomoc) z prośbą aby na fretkorum napisała, że żyję ale nie mam netu. Z telefonu wolę nie pobierać maili bo to dodatkowe koszty.
Stachu był niepocieszony. Nie mógł grać.
Mysza został odcięta od jej smoków i od forum. Cóż, pomyślałam, jakoś to będzie.
A było rewelacyjnie. Praca dała mi spokój. Nic się nie działo. Codziennie chodziłam z dziećmi na plażę (http://picasaweb.google.pl/agnieszkastachurska/Niedzica2010#5510160485824976898). Nasze poletko mamy zawsze w tym samym miejscu, koło Pana Mateusza - ratownika. dzieciaki chlapały się w wodzie, ja czytałam i pilnowałam młodzież. Na miejscu na plaży byliśmy ok 9 rano a zwijaliśmy się ok 13. Potem obiadek i czas dla nas i fret.
Kizia jest domatorką, woli spanie w szufladzie, w łóżku lub zabawy.
Milo to obieżyświat. Codziennie wychodziłam z nią raniutko na spacer. Milo kopała nory w malwach, buszowała w porzeczkach. Robiła korytarze w trawie. Trafiały jej się dżdżownice. Apetyt obu dopisywał. Kizia jest cudownie kuwetowa. Początkowo robiła kupy nie do kuwety ale za drzwiami. Zastanawiałam się dlaczego aż mnie olśniło. Kizia jest przyzwyczajona, że do kuwety biegnie się prosto i w lewo. Tak jest w domu. W Niedzicy wyskakiwała z łóżka i biegła prosto oraz w lewo.. za drzwi. Kiedy postawiłam tam kuwetę wszystko lądowało w żwirku.

Milo spacery służyły. Sama siusia, sama podciąga nogi pod siebie, kiedy śpi to nogi nie leżą bezwładnie na boki ale są podkurczone. Kiedy Milo kopie doły to zapiera się nogami. Merda ogonem. Słowem robi postępy!!!
Nie pamiętała miejsca gdzie doznała urazu. Raźno łaziła po całym mieszkaniu.
W Celnicy, w czasie naszego pobytu mieszkali nasi niedziccy znajomi, którzy pamiętali ubiegłoroczny wypadek i naszą walkę o życie Milo. Przychodzili do nas w odwiedziny, pytali co u fretki ze złamanym kręgosłupem, życzyli zdrowia.

Ponieważ obie dziewczyny są wołowinożerne pojechałam do Niedzicy ( tu wyjaśnienie Niedzice są dwie: jest Niedzica Zamek "na górze" przy zamku Dunajec i jest Niedzica na "dole" poniżej zapory; my mieszkamy w Niedzicy Zamek a do Niedzicy mamy ok 2 km -> http://picasaweb.google.pl/agnieszkastachurska/Niedzica2010#5510419927083435986) po zakupy. Jest tam świetnie zaopatrzony sklepik z przesympatycznym właścicielem, który pomaga zanieść zakupy do samochodu, poradzi jakie mięsko na grilla kupić a co ważne można u niego zamówić wołowinę. Dzięki temu nie muszę jechać do N.Targu lub do N.Sącza na zakupy.
Wołowinka była po dwóch dniach. Poporcjowana, popakowana i zamrożona. Uff frety mają co jeść.

Okolica jest piękna. http://www.niedzica.nazwa.pl/zabytki/zamek_dunajec/zamek_dunajec.html
W czasie pobytu jeździliśmy po okolicy. Na Słowację. Po raz drugi byliśmy na zamku w Starej Lubowli (http://www.dziedzictwo-kulturowe.eu/pl/LubowlaIOkolice/Lubowla). A tam trafiliśmy na arcyciekawy pokaz sokolniczy.
Wracając kupiliśmy Beherovkę.
Nie ominęły nas także urok klimatu przejściowego. 15 sierpnia przeszła potężna ulewa i burza. Dwie osoby zostały porażone piorunami w tym jeden pan bardzo poważnie. Wymagał reanimacji. Wzywaliśmy pogotowie. Akurat tego dnia Tygrysek1973 wracał do Warsiawki. Jechaliśmy w tę burzę. Drogami płynęły potoki spienionej wody. Na pociąg zdążyliśmy w ostatniej chwili.

Pieniny nas odtruły, odświeżyły, opaliły. Było jak zwykle świetnie.
Po wyjeździe męża przeniosłam się do mniejszego mieszkanka za to lepszego dla fret. W Celnicy są okna skrzyniowe. Nie można zostawić otwartego, uchylić się nie da. Są łóżka dla mnie za krótkie i skrzypiące (cóż mają po sto lat).
Zamieszkaliśmy w Kurniku, w lewej grzędzie. Kurnik jest oddalony od Celnicy o jakieś 10 -15 metrów. Któregoś dnia Staś opowiadał jakiemuś poznanemu na plaży chłopcu, że mieszkamy w kurniku.
Chłopiec pytał - Czy z kurami?
A Staś odpowiadał: - Nie z fretkami.

Mamy tam wielu znajomych. Na zamku, w bacówkach, w sklepach, na plaży. Jedziemy prawie jak do siebie. Zawsze cieszymy się przed i wspominamy po. Za rok znowu będziemy w Niedzicy.


Część trzecia
"Czas wracać"

Moje postanowienie dotyczące nie jeżdżenia Zakopianką jest w mocy. Wracaliśmy inną drogą. Prze Limanową, Nowy Wiśnicz, Bochnię, Puszczę Niepołomicką do Krakowa a z Krakowa E7 do Warszawy. Droga była zaplanowana dosyć dokładnie ponieważ od Caed brałam Sida. Sid to fajny czteromiesięczny freciak który był pod opieką Caed. Miał trafić do DS w Ostrowcu Świętokrzyskim a moim zadaniem było odebranie go od Caed i zawiezienie do Skarżyska Kamiennej, gdzie czekała na niego Nowa Pani. Drogę odbył w transporterku, popił, nie pojadł i poszedł spać. Chłopak śliczny. Duży, masywny. Widać, że dopieszczony.

Wróciliśmy bez żadnych problemów. Wyjechałam o ósmej a o czwartej byłam w domu. Zatrzymując się w Krakowie, tankując, siusiając, rozmawiając z Ulą, zatrzymując się w Ostrowcu, w McDonaldzie i w Radomiu na cmentarzu (gdzie jest grób rodziny Tygryska1973). W porównaniu z jazdą "Do" można powiedzieć luksusowo.
W czasie akcji Sir Sed przydała się moja wspaniała naklejka na samochód w "fretkowozem". Dzięki niej jesteśmy rozpoznawalni na stacjach BP.
Jak jeżdżą nasze frety? Otóż jeżdżą głównie na kolanach. Wiem, że jest to niebezpieczne dla nich ale ponieważ ani Milo ani Kizia nie mieszkają w klatce a z transportera korzystając jadąc do Ogonka nie są przyzwyczajone do przebywania w nich długo. Kizia jeździ z tyłu na bagażniku a Milo na podłodze przy tylnych fotelach. W samochodzie mam zainstalowane dwa poidełka i stoi kuweta. Dodatkowo jest miska z jedzeniem. W czasie postoju odsiusiuję Milo. Tak jechaliśmy do Karpicka.

Po przyjechaniu do domu czekała na dzieci i na nasze frety niespodzianka. Mysia zostawiła nam swoje cudowne frety Apo i Armiego.

Gościmy je do niedzieli. Są boskie. Apusia jest mięciutka i puszysta, taka delikatna, eteryczna jak jej Pani - Mysia. Armi jest przylepną kluseczką. Taki "nakolankowo-narączkowy". Może być non stop głaskany. Stasio zakochał się w nim. Super jest kiedy w domu ma się tak dużo fret.
Kizia bawi się z Apusią, Armi śpi a Milo, jak to Milo warczy i szczeka na wszystkich.
Po kim ona to ma????
zdjęcia

poniedziałek

Magna na DT u Milo

DT to Dom Tymczasowy. Miejsce do którego trafiają porzucone fretki. Miejsce, gdzie otacza się je opieką, leczy i "wyprowadza na ludzi".
Wczoraj przyjechała do nas fretka. Młoda, bezimienna. Niechciana. Ponieważ nasze frety są całkowicie bezklatkowe a fretka nowa, nieznana musi być odizolowana ze względów zdrowotnych dostałam wielką klatę. Zajmuje sporą część pokoju. Zagospodarowałam ją w hamaczki domowej roboty i kuwetkę.

Magna - jak nazwałam fretkę jest sympatyczna. Bardzo chętna do zabawy. Biegania za wędką, za kulkami. Zaczepia kota. Na razie nie wiem jak jest nastawiona do fretek. W środę będzie badana, odrobaczana, odświerzbiana i dopiero wtedy zobaczymy interakcję. MAGNA jest słodka, śliczna...

Na moje niedoświadczone oko jest bardzo młoda, ma ponad rok ale niewiele ponad.
Przeszła trochę w życiu. po parokrotnym zmienianiu domu trafiła w końcu do SPF aby pomieszkać z nami. Zatem mam więcej fretek niż dzieci i męża to bawi. Magna jest ciut jaśniejsza od standarda.

Jest duża jaka na dziewczynę taki typ smukłej nastolatki. Ma słodki pyszczek, zgrabne ciałko, ciemny ogonek. Magna jest bardzo żywiołowa, wskakuje samodzielnie na fotel, zwija w kłębek i zasypia. Nie lubi (lub boi się) naszego kota.

Teraz sprawy techniczne: załatwia się do kuwety. Je krojoną wołowinę, z suchego dostaje Fernando zmieszane z Ferret Nature i Boschem (taką mieszaninę dostają nasze frety). Wodę pije zarówno z poidełka jak i z miseczki.
Po wizycie kontrolnej zaplanowanej na środę będę mogła napisać coś więcej o jej wieku, stanie zdrowia itp.

Magna czeka na dobry, kochający i stały dom. Wystarczająco już się tułała. Zasługuje na dobrych ludzi, którzy dadzą jej przestrzeń w domu, miłość, zabiorą ją na wakacje, pokażą piasek nad morzem i mchy w górach. Jest tego warta. To mądra fretka. Jest trochę nieokrzesana ale to sprawa wieku.

Fretka czeka na adopcję pod patronatem Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek. Z nowym właścicielem zostanie spisana umowa adopcyjna.
Kontakt: aksta72@wp.pl

wtorek

Wakacje

W połowie czerwca obchodziliśmy dzień recyklingu. Żyłam w przeświadczeniu, że „kupa do niczego się nie nadaje” to znaczy można ją spuścić z wodą w klozecie. Byłam pewna, że nie można jej w żaden sposób użyć powtórnie. Poszperałam w necie i wyłonił mi się zupełnie nowy, nieznany świat recyklingu kupy. Wydawało mi się że akcja Psie sprawy Warszawy to propaganda a tu się okazuje że ma to sens. Duży sens. Nie będę się rozpisywała o technologii utylizacji jedynie wspomnę, że odchody zwierzęce mogą i powinny podlegać recyklingowi.
Odchody są źródłem energii -> poprzez wydzielanie gazów i ich spalanie są źródłem energii
Odchody są źródłem wielu substancji niezbędnych dla prawidłowego rozwoju roślin -> po kompostowaniu stanowią wartościowy nawóz.
Recykling w warunkach domowych:
Kompostowanie
Utylizacja do kanalizacji.

Ponieważ miałam powiedzieć parę słów o naszej czyli SPF-owej działalności przeprowadziłam mini ankietę pytając właścicieli fretek co robią z rzeczoną kupą i okazało się, że jako grupa społeczna jesteśmy bardzo świadomi, wyedukowani i postępujemy bardzo prawidłowo. 27% utylizuje wraz ze żwirkiem do śmieci organicznych, 24% - bez żwirku - do miejskiej kanalizacji. Brawo Fretkomaniacy. Psiarze powinni brać z nas przykład.

Milo od wczoraj dostaje kolejną serię Nivalinu. Łącznie 10 zastrzyków. Niesamowicie macha nogami, unosi pupę, stroszy ogonek! Robi taką słodką choinkę. Spiera się z Kizią. Idą bąki. Ale wtedy zapomina i niestrawności i przebiera czterema nogami. Gonią się po całym przedpokoju.
Kończy nam się malcik. Zamówiłam u Dharmy tubki na wakacje. Niestety/stety Kiziulec został nauczony jedzenia malcika o 4 nad ranem i dopomina się. Upał za oknem wygonił freciaki z balkonu. Nawet Tyciek unika słońca. Mądrzejsze są fretki od ludzi wiedzą, ze upał nie dla człowieka.

A swoją drogą to czas przypomnieć sobie o wodzie, że musi być non-stop i to zimna i świeża. Szczególnie w czasie jazdy samochodem musimy pamiętać, że fretki odwadniają się błyskawicznie i muszą mieć wodę do picia. Ideałem jest klima.
Na spacerki wychodzimy wieczorkiem.

Kiziulec kupsa pod drzewkiem, kopie nory, wyciera się o trawę a potem, tradycyjnie, kic na rączki i do domu.
W lipcu czeka nas odrobaczanie, Frontline i szczepienie Milo p/nosówce. W sierpniu góry. Będzie to bodziec dla Milo do uruchamiania nóg. Mam nadzieję, ze nie pamięta, że to właśnie w górach miała wypadek. Mam nadzieję, że nie będzie kojarzyła mieszkania z nieszczęściem.

poniedziałek

Wiosenny przegląd futra

Czwartek po świętach upłynął nam pod znakiem przeglądu futra. Do Ogonka pojechaliśmy na 15.30. Ja, dzieci, kot i fretki x 2. Wizyta trwała prawie 3 godziny. Na pierwszy ogień poszła Kizia, jako najgrzeczniejsza ze stada. Pobrano jej krew, zbadano, zaglądając w otwory. Przy pobieraniu krwi stawiała się jak zwykle wiec trzeba było posiłkować się dodatkowymi rączkami do trzymania.
Dostała porcję Lucrinu (0,02).
Jak na prawie 4 lata wygląda świetnie, tryska humorem i wigorem. Niestety ciut szwankuje wątroba więc powracamy do Essentiale Forte. Zęby ok, uszy czyste, futerko super.

Drugi był Tyciek, pokazał się początkowo z dobrej strony jako stateczny 17-to latek. Pomruczał, dał się wygłaskać i wydrapać. Kiedy pani wet chciała zajrzeć w głąb paszczy pokazał koci pazur. Ślad mam do dzisiaj! Paro centymetrowa szrama na ręku. Do pobrania krwi potrzebowałam jeszcze dodatkowej pomocy. Skończył się skokiem na podłogę, upapraną podłogą i rękoma i kocią obrazą majestatu.
Niestety, z racji wieku, wysiadają mu nerki. Będzie musiał dostawać teraz kroplówki z lekiem na nery aby go trochę odtruć. U Tyćka futro i uszy ok. Przydałoby się usunąć kamień na zębach ale przy jego stanie nerek i wątroby sedacja nie wchodzi w grę.

Ostatnia była Milo. To jest dopiero siekiera. Tak gryzła, tak się wierciła i wściekała, że trudno było ją utrzymać. Wbiła zębiska w Mysiny palec aż mi się dziecko popłakało. Ale udało się pobrać krew. Tu też wracamy do Essentiale forte. Zęby, uszy i futro super. Milo dostała na 14 dni Nivalin w zastrzykach i zaszczepiliśmy ją p/ wściekliźnie.
Wyniki dostałam faxem w piątek. W środę jedziemy na wizytę do ortopedy porozmawiać o dalszej rehabilitacji po wypadku.

sobota

Sezon fretkowy otwarty!

Właściciel Fretki tak, jak właściciel motocykla pewnego dnia wychodzi po raz pierwszy na wiosenny spacer. Kilka minut temu rozpoczęła się astronomiczna wiosna anno domini 2010. Kizia zainaugurowała dzisiaj sezon spacerowy.
Koło południa wybraliśmy się na rodzinne lody na Starówce a potem wyszłam z Kizią "przewietrzyć futerko". Nic ciekawego nie ma w spacerach z fretkami, ot po prostu pan lub pani + fretka + szeleczki + trochę dworu i spacer gotowy. Ale nasz dzisiejszy spacer był inny. Nie chodzi o to, że pierwszy tego roku ale chodzi o towarzystwo jakie miałyśmy. Były to sroki i gawrony.
Wyszłyśmy na dwór ok 14. Pogoda wymarzona do pochodzenia po trawniku bo na razie trawy brak. Błota już nie ma a kupy posprzątane. Zostały jedynie dwie wielkie hałdy śniegu ale nie cieknie z nich. Tak więc ja + Kizia poszłyśmy na dwór. Postawiłam Kiziulca na ziemi a ta od razu wędruje pod drzewo i zaczyna się wspinać po pniu. Nie wyszło jej to za bardzo więc postanowiła się wspiąć na mnie. Wzięłam Kizie z nóg, postawiłam na ziemi i, jak przystało na właściciela fretki, chodziłam za nią.
Nagle rozpętała się ptasia awantura. Nad nami zaczeły latać gawrony i sroki wydzierając się ile sił w gardłach. Stoczy jazgot jest trudny do zniesienia a tu dwie sroki i jeden gawron. Wrzask koszmarny. Odeszłyśmy od drzewa w stronę następnego a to ptactwo za nami. Siadły na gałęziach nad nami i darły się. Zabrałam więc Kizię dalej a te znów za nami. W końcu wyszłam z fretką z placu zabaw i poszłam na inny trawnik. A te za nami. Siadły na kasztanowcu i jak nie zaczną się drzeć i przelatywać co chwilę tuż nad moją głową... uznałam, że mamy dość. Wzięłam Kizie na rękę i poszłam w stronę domu. Sroki i gawron za nami.
A Kizia? Ona olała ptasią awanturą. Wąchała ziemię, wąchała krzaki, ścieg i kamyki. Pięknie potrafi chodzić na smyczy. Biegnie za mną lub idzie tuż za nogą. Jak się zatrzymam to wspina się po nogawce w górę i całuje policzki.
Po powrocie pojadła dobrego i śpi.

niedziela

Przeminęło z wiatrem

Miała być rujka a jakoś jej nie ma. Przeminęło z wiatrem. Smrodek wywietrzał, Kolorek zbladł. Bąki wywietrzały. Milutka ma 10 1/2 miesiąca. Można powiedzieć dorosła kobietka. Zachowuje się jak "pryszczata nastolatka" ma fochy, dąsa się, grymasi przy jedzeniu, rozlewa wodę. Ale jak zobaczy Mysię to pełznie do niej, doprasza się kolan, miziania i całusów. Dzisiaj w nocy znów dziewczyny spały razem. Materac na podłodze, kołderka, podusie i freciak na brzuchu Myśki. Całą noc tak spały.


Awantura o transporter

Niestety nadal się nie pogodziły. Kłócą się o byle co. Teraz trwa wojna o węże. Kupiłam dwa gumowe węże-zabawki. Fretki chowają je do swoich kryjówek. Raz jedna gna przez całe mieszkanie z wężem w zębach i ukrywa pod łóżkiem a raz druga spod łóżka wlecze zdobycz do kuchni pod pojemnik na wodę.

sobota

Siusiu.

Milo wczoraj sama się wysiusiała. Lazła po podłodze aż zaczęła machać nogami zrobiła kupkę i siusiu.
Tester moczu się sprawdza. Dzisiaj badałam siuśki. Mamy ciut większy ciężar właściwy i ślad krwi. Wprowadzam jej znów Urosept a jeśli on nie pomoże to Furagin. Cały czas mam nadzieję że te niewielkie problemiki to jest jedynie skutek częściowego zalegania moczu w pęcherzu. USG wykazało, że nerki są wporzo...
Z utęsknieniem czekamy na wiosnę. Tym razem nie na pąki na drzewach i nie na przebieranki ale na suchą ziemię i odbijającą trawę aby móc zacząć wychodzić z Milo. Cały czas siedzi mi w środku takie przekonanie, że te spacery ją usprawnią. Jak poczuje zapach trawy, zapach ziemi to będzie chciała sprawdzać co jest dalej, będzie chciała ruszać się i uruchomi nogi. Wiem, że może je usprawnić, czucie wraca, mięśnie nie zanikają, pilnujemy wagi. Potrafi nogi podciągnąć, potrafi drapnąć w ucho ale nadal ślizga się po mieszkaniu jak foka. Tempo ma imponujące. Zasuwa aż miło patrzeć ale niestety dwunożnie. Nadal jest "prawdopodobnie jedyną fretką sikającą do klozetu" jej samodzielne sikanie nas cieszy ale nie możemy doprowadzać do zbyt długiego zastoju.
Dorobiliśmy się nowej praleczki. Stoi od wczoraj. Jest większa nie rzęzi ani nie harcze tak jak poprzednia. Ma poza tym program nocny i możemy prać w nocy.

Wczoraj zmarł Książę Harry [*]
Zapalamy Tobie futrzasty przyjacielu światełko do nieba.
Biegnij przez Tęczowy Most ku zielonym dolinom.

Mam jeszcze jedną sprawę. Mam znajoma Dharmę. Dziewczyna mieszka w Warszawie, jest z FAA i ma DT dla fretek. Ma teraz od 4 miesięcy również kotkę do adopcji. Kicia jest bardzo sympatyczna, kuwetowa, wszystkożerna, wychowana (przeszła rodzaj resocjalizacji) lubi psy, fretki i dzieci chociaż tych ostatnich trochę się boi jak ganiają i wrzeszczą. Słowem ideał. Kicia szuka domu. Dharma na alergie na kocią sierść i męczy się. Szuka dobrego nowego domu oraz ludzi kochających zwierzaki bo kicia jest po przejściach
Jeśli ktoś jest zainteresowany to proszę o kontakt na mail: aksta72@wp.pl.